Psychodietetyka-Psychoterapia

O sprytnych strategiach na diecie, które naprawdę działają

 

Zanim zaczęłam zgłębiać temat psychodietetyki byłam przekonana o tym, że to  dzięki silnej woli uda mi się wytrwać na diecie. Wydawało mi się, że mogę ją ćwiczyć jak mięsień, im dłużej będę się czemuś opierać tym moja silna wola będzie mocniejsza, a tym samym zwiększy się moja kontrola nad tym, co wkładam do buzi. Ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani jednak do pragnienia jedzenia, zdobywania go gdy nadarzy się okazja, trudno jest mi sobie wyobrazić gatunek, który odmówiłby sobie jedzenia, które przecież utrzymuje je przy życiu (wyjątki stanowią np. św. Maksymilian Kolbe, albo osoby cierpiące na anoreksję, które sztukę samodyscypliny opanowały do perfekcji i potrafią skutecznie odmawiać jedzenia, doprowadzając nawet do własnej śmierci). Odkąd zrozumiałam, że restrykcyjna, niskokaloryczna dieta nie jest drogą do uzyskania szczupłej sylwetki, ale efektu jo-jo, a w najgorszym przypadku zaburzeń odżywiania, postanowiłam poszukać alternatywy dla samokontroli.

Okazuje się, że silna wola stanowi pewien zasób energii, który się wyczerpuje pod wpływem różnych czynników np. mogę przechodzić obojętnie koło otwartego pudełka czekoladek cały dzień, nie sięgnę po nie sto razy, ale za sto pierwszym razem jednak zjem, no i co mi z tej silnej woli… Wystarczy, że mam akurat stres, jestem zdekoncentrowana, wykonuje kilka zadań jednocześnie lub wypiłam alkohol (który  zaburza myślenie, osłabia silną wolę i powoduje objadanie i inne głupie zachowania) wszystkie te czynniki obniżają zdolność do samokontroli zachowania. My po prostu nie jestesmy ewolucyjnie zaprogramowani do odmawiania sobie pokarmu. Czy nie byłoby mądrzej zawinąć czekoladki w pięć warstw folii i zamknąć w szafce (a klucz wyrzucić w morze 😉 ) ? Zamiast polegać na silnej woli, inteligentniej jest wpłynąć na okoliczności i nie wystawiać jej w ogóle na próbę.

W Holandii powiada się, że „jeżeli nie możesz być silnym, bądź inteligentnym“. Przedstawiam inteligentne strategie, które jak obiecuje prof. Mann (w książce BZDIETY) , pozwolą nam bezboleśnie ustabilizować nawyki żywieniowe i uchronią przed efektem jo-jo. Brzmi niezwykle obiecująco, powiem więcej – korzystam z niektórych na codzień i to działa!

  1.   Nawet niewielkie przeszkody pomagają w oparciu się pokusom

Na przykład wspomniana folia i od razu odechciewa się sięgać do szafki. Może zabrzmi to brutalnie, ale gatunek ludzki jest z natury dość leniwy, a może powinnam powiedzieć praktyczny, lubiący proste rozwiązania. I nawet najmniejsze przeszkody okazują się być skuteczne. Wiedzą o tym specjaliści od oszczędzania, którzy często na szkoleniach jako przykład podają rolkę papieru toaletowego. Chcecie zaoszczędzić trochę na papierze? To wystarczy, że zgnieciesz jego rolkę zanim powiesisz ją na haczyku. Dzięki temu prostemu zabiegowi, trudniej będzie nią obracać a tym samym zerwać więcej listków papieru. (nie sprawdzałam tego!)

Ileż to razy lenistwo sprawia, że nie chce mi się nawet podejść do lodówki, żeby coś zjeść… chyba właśnie dlatego ludzie przybierają na wadze po ślubie, nieraz to mąż był dla mnie kelnerem lodów do łóżka i wzajemnie.

Pamiętajcie, żeby świąteczne ciasto schować do pojemnika, a łopatkę umyć i odłożyć do szuflady, zamiast trzymać wszystko pod ręką.

  1.   Zdrowe jedzenie na wyciągnięcie ręki

Z tej rady skorzystałam chyba najbardziej, teraz po każdych zakupach od razu myję rzodkiewki, odcinam ogonki i wkładam do pojemnika bez przykrywki do lodówki na bardzo widocznym miejscu. Czasami robię tak z ananasem, marchewką. Gotuję też jakiś rodzaj kaszy i mam w pojemniku w lodówce „na czarną godzinę“. Kiedy zdrowe jedzenie staje się łatwo i szybko dostępnym fast foodem, w chwilach słabości prędzej po nie sięgniemy. U mnie się to bardzo, ale to bardzo sprawdziło. Częściej też kroję owoce na cząstki i przygotowuję mężowi do pracy. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby taki lunch wrócił do domu, natomiast całe jabłko, mandarynki, banan owszem.

  1.      W cztery oczy  z warzywem

Jakże prosta i skuteczna metoda. Jeśli nie ma innego wyboru, a jesteś głodny, zjesz to co masz. Miej więc warzywa i inne zdrowe produkty w domu. Nie kupuj niezdrowej żywności. Czyż nie jest to banalnie proste i oczywiste, że jeżeli czegoś nie masz, to tego nie zjesz? Kolejny aspekt tej strategii to rozpoczęcie jedzenia od porcji warzyw. Podam przykład: wczesną jesienią zorganizowaliśmy grilla, miałam straszną ochotę na kiełbasę z grilla. Mając z tyłu głowy tą strategię przygotowałam do grilla sałatkę ze świeżych warzyw – pomidorów, cebulki zielonej, papryki, ogórka i sałaty lodowej. Kiełbasa dochodziła na grillu, a ja byłam już po zjedzeniu sałatki, zaspokoiłam wilczy apetyt porcją zdrowych warzyw, przez co udało mi się opanować przed zjedzeniem zbyt dużej ilości smażonej kiełbasy – udało mi się bez większych problemów ograniczyć do zjedzenia jednej sztuki – bez potrzeby korzystania z silnej woli.

  1.      Otaczaj sie „fit freakami“

Chodzi oczywiście o to, że otaczając się ludźmi, o zdrowych nawykach żywieniowych, jest dużo bardziej prawdopodobne, że i my będziemy dokonywać zdrowych wyborów. Po pierwsze, bo grupy wyznaczają pewne normy społeczne, do których mamy tendencję się dostosowywać. Po drugie, bo gdy inni jedzą zdrowe sałatki, to głupio wyciągnąć parówki, z obawy przed oceną. A po trzecie, bo w kupie raźniej i na pewno jest to duże ułatwienie i wsparcie dla osoby próbującej zmieniać swoje niezdrowe nawyki jeśli np. robi z nią to cała rodzina. Proste? Wiem… niekoniecznie. Na pewne osoby nie mamy wpływu, ale dobra wiadomość jest taka, że to my możemy być zmianą, którą chcemy widzieć w otoczeniu i to nam może się udać zainspirować innych. Choć na pewno jest to wersja trudniejsza do wykonania. Dlatego, odwołując się do własnego doświadczenia-  założyłam konto na Instagramie, bo to jest moja grupa wsparcia fit pozytywnych fraków.

  1.      Jedz smacznie

Wybieraj produkty zdrowe, ale takie które naprawdę Ci smakują, a nie dlatego że widnieje na nich etykietka „zdrowe“. Na początku swojej przygody z dietą postanowiłam zaopatrzyć się w green matcha powder, naczytałam się o jego prozdrowotnych właściwościach. Niestety eliksir młodości i szczupłości okazał się smakować jak sianokosy. Czy ma sens katować się czymś co nam zupełnie nie smakuje tylko dlatego, że jest „zdrowe“? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Poza tym, nie zawsze to, oznaczone jest na etykiecie jako “zdrowe” takie jest… ot choćby płatki “fitness” – sam cukier.

  1.      Zmień myślenie o przysmakach

Tą strategię opisałam już kiedyś na Instagramie, przyznam że byłam wtedy do niej sceptycznie nastawiona, ale postanowiłam dać jej szansę i moim zdaniem działa. Wypróbowałam ją ostatnio na rodzinnej imprezie, kiedy na stół wjechał kołacz serowo – makowy. Miałam na niego ochotę, ale nie byłam głodna. Początkowo pomyślałam, że na pewno jest przepyszny (nadałam mu znaczenie emocjonalne), już prawie wyciągałam po niego rękę, gdy usłyszałam rozmowę gospodarzy, którzy zaczęli narzekać na piekarnię, w której owy kołacz zamówili. Chodziło o to, że chcieli go mieć w całości, a został nieopatrznie pokrojony w małe kwadraciki. I wtedy przypomniała mi się ta strategia! Lepiej o kuszącym jedzeniu pomyśleć w sposób ogólny, bez nadawania mu osobistych znaczeń. Spojrzałam jeszcze raz na ciasto i widziałam kwadraciki, małe kostki w łatki żółtawo – brązowe. Odeszła mi ochota na zjedzenie. Zaraz po tej myśli przypomniało mi się o moich długoterminowych celach, o wyzwaniu 50 dni bez cukru i poszłam do kuchni po szklankę Muszynianki.

Nie zrozumcie mnie źle, gdybym na serio pragnęła tego ciasta to bym go pewnie zjadła, i też byłoby ok. Zgodnie z moją życiową dewizą, że jeżeli czegoś nie wolno, ale bardzo, ale to bardzo się chce to można. 

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia mam zamiar stosować wyżej wymienione strategie, żeby „nie popłynąć“, bo święta miną szybko, nadejdzie Nowy Rok, stanę na wadze i wolałabym nie przeżywać sporego rozczarowania, zbyt dużo wysiłku i zaangażowania włożyłam w zadbanie o swoje zdrowie w ciągu ostatnich czterech miesięcy. Bądźmy inteligentniejsi od naszych największych zachcianek. Czego sobie i wam życzę.