Podcasty

O zdrowym podejściu do odchudzania

Z tego odcinka dowiesz się między innymi

  • Dlaczego zainteresowałam się psychologią odchudzania i odżywiania
  • Dlaczego dieta 1200 kcal to niedobry pomysł mimo, że odchudza
  • Czym jest dietetyka oparta na faktach i dlaczego nie jest nią keto-dieta
  • Jakie jest moje rozumienie zdrowego podejścia do odchudzania

Jeśli nie lubisz słuchać podcastów, wolisz czytać, zapraszam do transkrypcji z tego odcinka

Cześć z tej strony Agata Głyda, czyli psycholog na diecie. Poruszyłam ostatnio na Instagramie bardzo, bardzo ciekawy temat. Postanowiłam się podzielić tym, jakie jest moje podejście do zdrowego odżywiania, do odchudzania. To instastory spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem i wiele osób poprosiło mnie, aby zarejestrować to w bardziej trwałej formie, dlatego postanowiłam dokonać zapisu zarówno video na Instagram TV oraz nagrania podcastu.

Zacznę od tego, że jestem psychologiem od ponad 10 lat, psychoterapeutą od około 6 i zaburzenia odżywiania, czy psychologia odchudzania czy psychodietetyka nigdy jakoś szczególnie nie leżały w kręgu moich zainteresowań. Początkowo moja kariera zawodowa była związana z takimi tematami jak uzależnienia,  DDA i DDD czyli dorosłe dzieci alkoholików, dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Prowadziłam tez swój prywatny gabinet w Irlandii, gdzie zajmowałam się przeróżnymi problemami zdrowia psychicznego. Po powrocie do Polski zaczęłam pracować na oddziale psychiatrycznym, gdzie jestem do tej pory. Tam również zajmowałam się terapią grupową, indywidualną takich zaburzeń jak zaburzenia lękowe, depresyjne, zaburzenia osobowości, również zaburzenia psychotyczne. Także w prywatnym gabinecie.  Zaburzenia odżywiania nigdy nie leżały w jakimś szczególnym kręgu moich zainteresowań. A tym bardziej problemy osób odchudzających się czy otyłych. Tak naprawdę temat stał mi się bliski dopiero kiedy po urodzeniu mojej pierwszej córki w 2017 roku nazbierało mi się sporo tych kilogramów. Mniejsze lub większe problemy z wagą miałam od można by powiedzieć od zawsze, ale po urodzeniu Zosi, to już był taki szczyt, gdzie moja waga już  po połogu, po takim okresie gdzie naturalnie jakieś jej  wahania mogły być, czyli jak Zosia miała 4 miesiące, to ta waga sięgnęła 92 kg. Wtedy  stwierdziłam, że wykorzystam ten czas urlopu macierzyńskiego, kiedy tak naprawdę nie muszę się skupiać na pracy zawodowej i odchudzę się, ale zrobię to inaczej niż zwykle. Ponieważ do tej pory też borykałam się z efektem jojo, który mnie  zawsze gdzieś tam dopadał. I zaczęłam szukać informacji, jak to zrobić, żeby schudnąć skutecznie i na długo. Dlatego że stwierdziłam, że po co się odchudzać skoro za pół roku znowu ta waga wróci do takiej jaka jest, albo będzie jeszcze wyższa. I stwierdziłam, że tak nie chcę, że musze schudnąć skutecznie. Zaczęłam szukać różnych materiałów w polskiej literaturze. Wkrótce się okazało, że nie ma tego zbyt wiele. Czytałam również po angielsku różne artykuły, ściągałam książki z Amazona w różnych formach, publikacje naukowe i jakby idealnej książki pt. Psychologia odchudzania niestety nie ma, ale w każdej książce można znaleźć naprawdę ciekawą informację, wskazówkę i wszystko to mi się łączyło w głowie. Na dzień dzisiejszy, gdy minęły już dwa lata od czasu gdy się tym tematem mocno interesuję wydaje mi się, że ta wiedza już się w mojej głowie jakoś tak się ugruntowała i że to moje podejście do odchudzania jest zdrowie. 

Pierwszą rzeczą, której się nauczyłam i którą uważam za dość cenną, to jest to, że dieta restrykcyjna, reżim dietetyczny, wykluczenia różnych produktów, eliminacje bez wskazań medycznych są bez sensu i są w zasadzie gwarantem efektu jojo. To nie jest tak, że stosuję dietę 1200 kalorii, super, pierwszy tydzień, drugi, dziesiąty, kilogramy lecą, jestem świetna w odchudzaniu, tak mi się wydaje, natomiast później niestety następuje wyczerpanie naszego organizmu, który najprościej w świecie się po prostu zmęczył czymś takim i te kilogramy wracają, bardzo często z nawiązką. Jeżeli zakazujemy sobie jedzenia produktów, które są uznane za niedietetyczne i szkodliwe np.  ciastek, czekolady przez długi okres czasu, to później na zasadzie zakazanego owocu możemy się na to rzucać i wracać do starego sposobu odżywiania. Nasz metabolizm w międzyczasie sobie troszkę zwalnia, więc tym bardziej te przyjęte kalorie odkładają się w postaci tkanki tłuszczowej. Wiedziałam więc, że tych kalorii muszę przyjmować dużo więcej. 

Generalnie dieta, to jest  hasło wokół którego już zostało nabudowane tyle przekonań,  a tak naprawdę słowo dieta i jego pierwotne znaczenie to jest sposób żywienia. Dietę ma każda osoba – 86 latka ma dietę, pół roczne dziecko ma dietę, roczne, ktoś kto chodzi pięć razy w tygodniu do McDonalds ma dietę. Po prostu to jak się żywisz jest twoją dietą. Natomiast dieta odchudzająca czy redukcyjna, moim zdaniem, powinna polegać na tym, że jesz produkty które generalnie lubisz, które nie są wysoko przetworzone i jesz je w takiej ilości, żeby było to trochę mniej, niż to co spalasz w ciągu dnia, żeby organizm czerpał z zapasów, które masz pod skórą w postaci tkanki tłuszczowej. Natomiast po zakończeniu, kiedy osiągniesz cel, wyjdziesz z otyłości czy nadwagi po prostu zwiększasz ilość tych produktów, żeby one były zgodne z twoim zapotrzebowaniem i dalej się żywisz w taki sam sposób, czyli w zasadzie można powiedzieć, że twoja dieta nigdy się nie kończy. 

Są oczywiście różne sposoby podejścia do odchudzania. To o czym ja mówię, to jest tak naprawdę nie jakaś konkretna dieta odchudzająca, tylko właśnie  podejście do stosowanej diety, bo to może działać z przeróżnymi dietami, niezależnie od tego czy właśnie decydujesz się na jakąś rozpiskę, czy decydujesz się na korzystanie z aplikacji do liczenia kalorii, żeby to jakoś monitorować, typu fitatu, czy próbujesz się odżywiać intuicyjnie i jeść trochę mniej, co jest moim zdaniem bardzo trudne dla większości osób, które albo już wielokrotnie były na jakichś dietach, albo są otyłe, którym może towarzyszyć jakiś problem zdrowotny. 

Bo tak naprawdę odchudzanie powinno polegać na tym, że po prostu jemy wtedy kiedy jesteśmy głodni, przestajemy, gdy nasz głód jest zaspokojony. To jest niby takie super proste, ale dla wielu osób jest to bardzo trudne z przeróżnych powodów. W moim przypadku np. takim powodem jest zmęczenie, gdzie teraz się nie wysypiam ze względu na posiadanie bardzo malutkiego dziecka, które się budzi w nocy wielokrotnie i ja ewidentnie próbuję poprzez jedzenie próbuje sobie zdobywać dodatkową dawkę energii. Bo nasze mózgi średnio odróżniają stan zmęczenia od głodu, czy my też mamy tendencję do mylenia tego i bardzo często zaspokajamy potrzebę taką jak zmęczenie jedzeniem. Zresztą w dzisiejszych czasach my zaspokajamy bardzo wiele różnych potrzeb przy pomocy jedzenia. Natomiast nasz mózg buntuje się w ogóle na próby odchudzania, bo pierwotnie, przez większość dziejów świata było tak, że jedzenia było niewystraczająco i mózg pragnie kalorii, pragnie mieć ten zapas, bo boi się, że jedzenia zabraknie. Nie do końca ewolucja poradziła sobie z tym, że teraz mamy tak naprawdę dużą nadwyżkę jedzenia i używamy go w różnych innych celach, nie tylko w celach zaspokojenia głodu fizjologicznego. Bo gdybyśmy zaspokajali głód fizjologiczny tylko i wyłącznie, to nie byłoby problemów z wagą. Ale no właśnie tak nie jest. Mamy dużo mniej ruchu niż potrzebujemy, bo kiedyś pożywienie trzeba było zdobyć i mamy zbyt dużo łatwo dostępnych kalorii, które niejednokrotnie też  służą nam jako tabletka uspokajająca. Jako właśnie sposób na radzenie sobie z emocjami, a raczej ich tłumienie. 

Jeszcze chciałam powiedzieć o tym, czego się dowiedziałam – że jest różnica pomiędzy zaleceniami płynącymi ze strony organów, które są autorytetami w tej dziedzinie, takimi jak chociażby Światowa Organizacja Zdrowia, Instytut Żywności i Żywienia. One przedstawiają piramidę żywienia, u jej podstaw jest aktywność fizyczna i tam są wskazówki dla osób zdrowych, w jaki sposób się odchudzać. Natomiast jest to z jakiegoś powodu mało atrakcyjne dla wielu z nas i szukamy jednak innych rozwiązań, dlatego że  chcielibyśmy szybciej, chcielibyśmy naoczne dowody, że to działa, bo pani z Instytutu Żywności i Żywienia nie widać, ona nie ma jakiejś konkretnej twarzy, nie ma sześciopaka. Natomiast często autorytety z Internetu, które tak naprawdę niewiele mają wspólnego z dietetyką opartą na faktach serwują nam proste rozwiązania. Mówią, zobacz dieta ketogeniczna, na mnie to działa. I  stawiają siebie w roli ekspertów, którym się wydaje, że przez to, że im się udało schudnąć mogą głosić tą prawdę innym ludziom i wskazywać drogę do odchudzania. Co jest bardzo zaskakujące. Ja się często zastanawiam skąd to się bierze. Ale myślę, że często to się bierze z tego, że osoby, które schudły na takiej magicznej diecie, mają tak naprawdę problemy z poczuciem własnej wartości i  kiedy udaje im się osiągnąć taki cel wagowy, to ich samoocena bardzo mocno wzrasta, stają się pewne siebie i zaczynają wierzyć w swoje prawdy i zaczynają mówić o nich jakby to były fakty. Tak samo było z dietami wysoko białkowymi, z postami sokowo-warzywnymi. To są wszystko rozwiązania niestety chwilowe i do końca nie zawsze wiadomo, jak to się skończy. A  właśnie prawda jest taka, że to się kończy a żeby utrzymać efekty odchudzania, większa część z nas nie może skończyć. Po prostu. To w pewnym sensie wiem, że jest straszne i to jest mało atrakcyjna hipoteza, ale coraz bardziej jestem przekonana, że żeby utrzymać trwałą zmianę, to trzeba się starać cały czas. A nie tylko przez trzy miesiące. Bo bardzo wiele osób dotyka efekt jojo. Niestety ciężko jest to zbadać, bo często osoby, które doświadczyły tego obwiniają się, uważają, że jest to wyłącznie ich wina, nie rozumieją tego, że taka dieta w zasadzie  od początku skazuje je na powrót do tej wagi, czasami nawet z nawiązką i po prostu np. znikają. Czują się jak chodzące porażki, które są słabe, które zrobiły coś nie tak i znikają. Znikają z Internetu, znikają z Instagrama, przestają się pokazywać, zaczynają się izolować. A tak naprawdę izolacja społeczna jest dla nas bardzo niezdrowa. 

Nasza waga nigdy nie powinna być wyznacznikiem tego czy jesteśmy ok., czy jesteśmy nie ok., nie powinna być wyznacznikiem naszej wartości ani tego czy jesteśmy słabi czy silni, bo -tak jak wspominałam w instastory -nasz mózg, który nie do końca nadąża za tym co się dzieje w tym naszym świecie, w jakim kierunku to zmierza, kiedy ograniczamy mu kalorie, będzie się przed tym bronił. On będzie chciał, żeby przyjmować pożywienie, będzie chciał utrzymać swój status quo. Tak samo jak termostat próbuje utrzymać temperaturę w naszym mieszkaniu, nawet gdy otworzymy okno. Tak samo nasz mózg będzie próbował utrzymywać naszą wagę, którą ma, jak próbujemy się odchudzać. Tym bardziej uruchomi silne mechanizmy mające na celu to, że chce nam się jeść jeszcze bardziej. To  im dieta jest restrykcyjna, im bardziej sobie czegoś odmawiamy, im bardziej sobie wmawiamy, że bardziej jesteśmy głodni, tak naprawdę, to to mózg odbiera to jako pierwotny sygnał jedz, szukaj jedzenia. I dlatego jest tak ciężko na nich wytrzymać. Dlatego, jeżeli już ktoś wybiera zdrowo rozsądkową dietę, dla mnie taką dietą jest biediet, ponieważ ona jest zgodna z zaleceniami Instytutu Żywności i Żywienia, jeżeli określimy już tą kaloryczność prawidłowo, nie obetniemy za bardzo kalorii, to ten proces będzie trwał dłużej, ale mózg – ja mam taką hipotezę – jakoś łagodniej przez to przejdzie. 

Tak jak mówiłam można skorzystać z jadłospisu gotowego, zwłaszcza jeżeli ktoś jest pogubiony, nie ma czasu, nie wie do końca co jeść, bo nie ma wypracowanych zdrowych nawyków, bo w domu np. się zdrowo nie jadło warzyw i nie ma pomysłu jak stworzyć posiłki, nie wie w jakich interwałach czasowych jest i nawet już nie wie kiedy jest głodny a kiedy nie jest głodny, bo albo non stop podjada i kontaktu z uczuciem głodu w ogóle nie ma, albo się go zupełnie boi, bo mu się wydaje, że ten głód go zabije, bo jako dziecku wmawiano mu, że musisz jeść, musisz jeść, musisz jeść, ale nie jestem głodny, ale musisz i wciskanie i przemoc wobec dziecka. I fajnie jest oczywiście nie być na diecie i słuchać swojej intuicji i w ten sposób się odchudzać, ale u wielu z nas, to jest tak popsute, przez to co nam zrobiono od małego tak naprawdę, że by zawrzeć pokój na nowo z jedzeniem, to trzeba się na nowo wsłuchiwać w przeróżne sygnały, które nasz organizm nam wysyła. Odpowiednio do nich podchodzić. Jeśli pojawiają się objawy głodu, to nie należy  np. wpadać w panikę i od razu rzucać się na lodówkę, tylko powiedzieć ok, mogę wytrzymać jeszcze godzinę i obserwować np. czy to naprawdę jest głód fizjologiczny, a może tak naprawdę mam w sobie takie napięcie i stres, że chcę to zajeść, tego się pozbyć. A może po prostu jestem zmęczona i potrzebowałabym spróbować, na tyle na ile mogę, odpocząć. Jaka jest moja prawdziwa potrzeba skrywająca się pod tym głodem? Jeżeli to głód fizjologiczny, to jem. A jeżeli coś innego, to uczę się słuchać swojego ciała, być dla siebie dobra, szanować swoje ciało i odpowiadać na jego prawdziwe potrzeby, bo jeżeli odpowiadamy tylko i wyłącznie jedzeniem na wszystkie potrzeby, różne naszego organizmu, no to niestety z tego się bierze otyłość. Nawet zajadanie zmęczenia ma błędne koło, dlatego że chwilowy  jest haj, jest może trochę więcej energii, ale za chwile jeszcze gorzej. Dlatego ja np. decyduje się na rozpiskę, w której jest dużo kalorii, żeby na nowo, jakby zrestartować po tym całym chaosie hormonalnym mój organizm. Mnie to po prostu pomaga. Nie jest to dieta 1200 kalorii i muszę schudnąć jak najszybciej, bo w listopadzie mam wesele, które nota bene mam. Szybko nie oznacza niestety skutecznie. Eliminowanie produktów bez jakichkolwiek powodów jest bez sensu, chociaż uważam, że można sobie zrobić eksperyment i odstawiać pewne rzeczy. Zwłaszcza jeżeli mamy jakieś objawy, nie wiadomo co się dzieje, lekarze nie zawsze potrafią to zdiagnozować. Ja np. ewidentnie zauważam u siebie, ale nie głoszę tego jako prawdę dla wszystkich, ja tak po prostu mam i nie mówię, że wszyscy muszą tak robić, po białym pieczywie źle się czuję, jest mi niedobrze, mam zgagę, czuje się taka ospała, dlatego wybieram pieczywo pełnoziarniste. Zresztą ono jest zalecone w piramidzie żywienia, żeby właśnie  produkt tak wybierać, ponieważ biała mąka jest już tak  oczyszczona, że jest bardzo mało wartościowa. Zresztą nie bez powodu kajzerka kosztuje około 25  groszy a bulka pełnoziarnista 85groszy, wskazuje to też na wartość tego produktu. Białe pieczywo jest tanie, jest mało wartościowe. Ważne jest – ja tak o tym myślę – żeby każdą komórkę swego ciała objąć troską. Chcę uzyskać swoją zdrową wagę w sposób taki, że robię to z miłości do swojego ciała. Nawet jeżeli teraz w pewnym sensie mi ono w nie odpowiada, nie czuję się w nim komfortowo, bo jest mi ciężko wychodzić po schodach, czuję ciężar taki nadmierny, jest mi niewygodnie w ubraniach, w większości nie mogę do nich wejść, a nie chcę wymieniać całej garderoby, chcę być szczuplejsza, bo dla mnie to się wiąże z tym, że mam więcej energii, lepiej się czuję, łatwiej mi się funkcjonuje, ale nie robię tego dlatego, że nienawidzę tego swojego brzucha, tylko myślę sobie – ok., zróbmy tak, żeby było lepiej. Jednak na pierwszym miejscu mimo wszystko jest akceptacja, zrozumienie, że mój stan jest wyjątkowy, bo jest po urodzeniu dziecka, więc to w ogóle nie podlega żadnej dyskusji. Ale nawet  u osoby, która miała tysiące prób odchudzania, to i tak wynika z tego, że nie zepsuła tego, naprawdę się starała, próbowała zawalczyć o siebie, ale niestety przez ten komunikat, który płynie z tej naszej dietetycznej kultury, z nieprawidłowych wskazówek  w jaki sposób się odchudzać, przytyła z tego wszystkiego. Może właśnie zabrakło jej odpowiedniej wiedzy, jak do tego podejść? Bo czasami nawet lekarze czy dietetycy dają nieprawidłowe zalecenia. I komu tak naprawdę ufać, w tych dzisiejszych czasach? To jest bardzo ciężkie. Teraz myślę to się stopniowo zmienia i jest coraz większa wiedza na temat prawidłowej dietetyki, zaleceń które mogą działać, a nie przynosić tylko frustrację i poczucie winy, jestem słaba, jestem do niczego bo mi się nie udało utrzymać efektów. 

Ja bardzo lubię – i to znowu nie jest moim zdaniem metoda odchudzania, tylko nakładka na jakąś dietę zdroworozsądkową, którą ktoś wybiera – metoda 80/20. Wybieranie nieprzetworzonych, wartościowych produktów w 80%, a 20% na tzw. Zakazane produkty. Dla zdrowia psychicznego, dla tej lekkości w głowie której konsekwencją może być większa lekkość wagi tak naprawdę jest  to, żeby nie dzielić jedzenia na zakazane i na dozwolone. Jednak nie podchodzić tak zero jedynkowo do wszystkiego, w ogóle do czegokolwiek w życiu. Wszystko ma „fifty shades of brain” tak naprawdę, nawet odchudzanie i jedzenie tak samo.  Widomo, że hamburger z McDonalds to jest straszny syf, ale od czasu do czasu, jak bardzo by mi się go zachciało, chociaż to akurat nie jest mój ……. ja bym raczej poszła w słodkie rzeczy, zachce mi si coca coli to od czasu do czasu kupie sobie puszkę coca coli i sobie ją wypiję. Ale nie wypiję jej bezrefleksyjnie, żeby już jak najszybciej ja przełknąć i mieć to z głowy i później już móc się spokojnie karmić wyrzutami sumienia, że to zrobiłam i  wykonać intensywny trening, żeby cały ten cukier spalić i się  biczować, za to że to zrobiłam, ale siądę sobie, naleję do fajnego kieliszka, wrzucę sobie plasterek cytryny, kostkę lodu i będę sobie sączyć. Wiecie, w sumie jak się tak na spokojnie pije coca colę, to  jakoś dochodzę do wniosku, że ten rozpuszczony cukier średnio smakuje i ostatecznie, z czasem, nawet w ogóle mi się tego nie chce. Co jest jakby wtórną korzyścią z przyzwolenia do jedzenia wszystkiego. 

Moje nawyki żywieniowe, bo to jest bardzo ważne, że dieta odchudzająca w większości nam taka konkretna dietetyka, osobom borykającym się  z otyłością, nadwagą, czy konsultacja dietetyczna, dla większości osób będzie potrzebna, ponieważ  faktycznie -tak jak mówiłam-nawyki są niewyrobione, nie wiemy jak się odchudzać, nie mamy tego jakby we krwi, nie wiemy tego od rodziców, od dziadków, bo to jest mocno u nas powiedzmy spieprzone, to dietetyk powinien pomóc nam to poukładać. Ten proces trwa latami. To nie jest tak, że trzy miesiące schudnę i super, jestem naprawiona. Nie. Zazwyczaj za otyłością i nadwagą albo leży jakaś poważa choroba, i trzeba się po prostu dodiagnozować np.. słynna niedoczynność tarczycy, insulinooporność, cukrzyca, no jest tego trochę – zespól policystycznych jajników, wiele różnych chorób, czy też zaburzenia zdrowia psychicznego, jak depresja, i inne. Więc nawaga i otyłość to jest często też konsekwencja chorób i otyłość jest też choroba sama w sobie, jak wiadomo i ma kolejne konsekwencje. Błędne koło. Wiem, że teraz strasznie namieszałam, ale chodzi mi o to, że to jest projekt na lata i jeżeli ktoś rzeczywiście już się zdecyduje na rozpiskę, na fitatu, na zwiększenie aktywności czy na jakieś intuicyjne odżywianie, to trzeba sobie dać czas  i skupiać się nad zmianą nawyków żywieniowych. Na przykład właśnie nad takimi rzeczami jak to, żeby w swojej diecie włączać  dużo warzyw, żeby korzystać częściej z produktów pełno zbożowych, żeby pić więcej wody, bo zazwyczaj to my się odwadniamy i pijemy za mało. Łyknę sobie kawki, tak przy okazji. Żeby więcej się ruszać. Na przykład jak teraz nagrywając to wideo powinnam chodzić po mieszkaniu i jednocześnie robić kroki. Tak by było prawidłowo. Jakąkolwiek okazję – jak leci film, i są reklamy, to na reklamach wstawać, ruszać się, takie drobne rzeczy, taka spontaniczna aktywność. Albo trening. 150 minut to średnia aktywności tygodniowo lub 75 bardziej intensywnej aktywności. 

Jeżeli  chcemy więcej jeść, to musimy się więcej ruszać, żeby to spalać. Kiedyś żeby najeść się solidnie czerwonego mięcha i tłuszczu, to myśliwy musiał najpierw to upolować, a teraz na tackach, wszystko gotowe, podjeżdżamy do sklepu samochodem, bierzemy do domy, albo w ogóle zamawiamy na telefon. To jest więc dużo więcej kalorii, niż to, co tak naprawdę potrzebujemy. Należy  docenić aktywność fizyczną i jej pro zdrowotne właściwości. Pokolenie, które korzystało z wolnień z w-fu, bo zajęcia z w-fu były mało atrakcyjne ileś lat temu, to nie było dobre. My potrzebujemy postrzegać ruch jako nasz przywilej, jako coś danego od Boga, że możemy się ruszać, ze jestem, sprawna, a nie jako karę. Bo się spocę. To może być przyjemne i to może być tez sposób naszego radzenia sobie z napięciami. Teraz wiele osób ma pracę intelektualną, bardzo mało ruchu w ciągu dnia, a przychodzi się do domu zmęczonym, jakby się faktycznie przerzuciło tonę węgla w kopalni. I pierwszy odruch jest taki – jestem taka zmęczona, to muszę odpocząć. Nie, właśnie na takie psychiczne zmęczenie, gdzie mamy kontakt z klientem, albo gdzie mamy dużo stresu, czy tak jak ja zagrożenie wypaleniem, obciążenie – self care jest bardzo ważne, czyli to osiędbanie. To, i właśnie aktywność fizyczna to jest świetny sposób. Stresik nam się gromadzi w każdej komórce ciała i opiekujemy się nimi i sobą poprzez odżywianie tych komórek dobrymi produktami, właśnie z szacunku do swojego ciała i tak samo korzystamy z aktywności fizycznej. Po prostu ciesząc się tym niesamowitym przywilejem, bo są ludzie, którzy by chcieli a nie mogą. Trzeba więc się tym cieszyć, jak możemy i nie musi to być morderczy trening. Osoba otyła wręcz powinna uważać na swoje stawy, bo dźwiga bardzo duży ciężar i trening to może być po prostu marsz, czy nordic walking. To nie musi być intensywny bieg na bieżni na siłowni, tylko może to być cos dostosowanego do jej możliwości. 

I znowu wracamy tutaj do słuchania swojego ciała, bo jak to się stało, że uwierzyliśmy, że naprawdę mamy chodzić cały czas głodne i że trening powinien tak strasznie boleć. I że nie możemy ufać swojemu organizmowi. 

Jeżeli chcemy utrzymać efekty, i tu w zasadzie już będę zmierzać do końca, jeżeli chcemy utrzymać efekty odchudzania na długo musimy być dla siebie dobrymi. To jest jedyny sposób. Nie poprzez nienawiść do własnego ciała, poprzez restrykcje. Wszystko to co sprawia na bol, nieprzyjemność, mimo wszystko będziemy dążyć do unikania tego. A  tendencje do powtarzania czynności będziemy mieli wtedy, kiedy będą one przyjemne. Jedzenie na diecie może być smaczne i możemy włączać te produkty, które lubimy, nawet jeśli od czasu do czasu jest to pizza w pizzerii, gdzie nie jesteśmy pewni co jest w jej składzie. A trening nie powinien nam sprawiać ogromnego bólu. Wiadomo, że na początku wszystko jest wysiłkiem, wszystko jest trudne zanim stanie się łatwiejsze i że to nie można też powiedzieć tak, że odchudzanie się jest takie proste. Nie. Ja się z tym nie zgadzam. Odchudzanie jest trudne. Ale tak jak mówię wielokrotnie, nadwaga i otyłość też są trudne i też mają swoje konsekwencje, więc trzeba wybrać swoje trudne. Po prostu. 

Widzę, że już pomału moja córka zaczyna się budzić i tym samym ja pomału będę kończyć. Mam nadzieję, że to co mówiłam wam się przyda. Niezależnie od tego gdzie mnie słuchacie czy oglądacie – czy podczas jazdy samochodem, czy podczas spaceru, biegania – życzę wam, żeby podziałało to na was mobilizująco, do tego żeby podjąć walkę o siebie. Stwierdzić, że  kurde mogę. Jestem ważna. I nawet jeśli nie udawało mi się sto razy, to teraz spróbuje to zrobić trochę inaczej, spróbuję siebie samą złapać za rękę i powiedzieć sobie chodź, pomogę ci, zrobimy to razem, będę słuchać tego co masz do powiedzenia, nie będę ciebie ignorować. Bo dziecko, któremu rodzic wciska łyżeczką jedzenie jest po prostu ignorowane. To jest tylko bardzo mały, drobny przykład. 

My jako dorosłe osoby musimy się uczyć przestać siebie ignorować, zacząć siebie słuchać, zacząć się o siebie troszczyć, być dla siebie dobrymi. Nie tylko dla innych, wszystkich dookoła, ale też dla siebie. Bo naprawdę to jest dobra droga, żeby zawrzeć pokój z jedzeniem, żeby uzyskać dobrą wagę – i mam tu na myśli wagę, która niekoniecznie będzie miała 5 z przodu, czy wagę która będzie oznaczała „kaloryfer” – ale to też warto zweryfikować, po co do tego dążyć i o to walczyć. Tkanka tłuszczowa jest nam też potrzebna. Nie jest taka straszna. Pomaga w gospodarce hormonalnej, dzięki niej miesiączkujemy, możemy realizować swoje cele związane z posiadaniem dzieci, rodziną itd. Do brzegu! 

Dziękuję za wysłuchanie i będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawicie informację zwrotna jakie uczucia w was wzbudzał ten podcast czy to nagranie i jakie macie refleksje w związku z tym. Mam nadzieję, że znalazłyście też czas na refleksje w tym naszym zabieganym życiu i świecie.

Transkrypcja: Anna Pająk