Psychodietetyka-Psychoterapia

Jak być dla siebie dobrą w połogu

Ciąża – mniej lub bardziej magiczny okres w życiu kobiety, dobry czas na zatroszczenie się o siebie, gdyż pod sercem powstaje nowe życie. Jesteś za nie odpowiedzialna. Wiesz, że musisz odpoczywać, zdrowo jeść, nie dźwigać. Starasz się zadbać o siebie szczególnie w tym niezwykłym ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O prawdziwym procesie odchudzania

Jeśli chcesz szybko schudnąć 10 kg, napisz w komentarzu OK.

OK! Napisałam! I co, i co? Jestem już chuda? Pierwszy krok w odchudzaniu to zazwyczaj nadzieje na to, że istnieje magiczny sposób, droga na skróty, szybka, a najlepiej przyjemna. Tak więc próbujesz diety dr Kwiatkowskiej, diety 1200 kcal, diety kapuścianej, diety MŻ (mniej żreć), diety nie jem po 18, diety „piję wodę z pieprzem cayenne”, diety „piję tylko koktajle z proszku”. Ach mogłabym wymieniać i wymieniać. Coś tam schudniesz (z badań wynika, że jak dobrze zepniesz poślady to nawet do 7 kg), ale co z tego, skoro taka dieta kiedyś się kończy, a tym samym wracasz do starego sposobu odżywiania, a kilogramy wracają razem z Tobą, czasami nawet z nadwyżką.

Czasami myślisz, że jesteś już mądrzejsza i stawiasz na sport! Tak sport! To jest to, zacznę biegać i schudnę, więc zaczynasz biegać, ale wkrótce okazuje się, że wcale nie chudniesz, wręcz przeciwnie! Tyjesz! Ale jak to możliwe myślisz… znalazłaś obrazek porównujący kg tłuszczu i kg mięśni – uf jesteś już spokojniejsza, po prostu nabierasz masy! Prawda jest jednak taka, że po bieganiu wracasz do domu i pozwalasz sobie na dodatkową porcję makaronu – w końcu biegałaś, więc Ci się należy! Po kilku tygodniach porzucasz bieganie, bo dochodzisz do wniosku, że w sumie to nie lubisz biegać, zaczyna też coś strzykać w kolanie, więc w sumie to nie powinnaś.

W końcu trafiasz na – w miarę rozsądną – dietę lub tzw. plan żywieniowy, pięć posiłków i nie chodzisz głodna! Rewelacja myślisz – teraz na pewno się uda. Po tygodniu jesteś trochę zmęczona ciągłym siedzeniem w kuchni… zamiast kroić średnią marchewkę i jabłko na cząstki, dochodzisz do wniosku, że w weekend zaszalejesz – w końcu należy Ci się, po całym tygodniu jedzenia tuńczyka, za którym nie przepadasz; chleba razowego, po którym masz zgagę, oraz serka wiejskiego, na który nie możesz już patrzeć.

Pierwszy weekend, po piątkowym ważeniu jest -2,5 kg, myślisz „drobne odstępstwo od diety nie zaszkodzi – w końcu należy mi się!” Zjadasz kawałek tortu na rodzinnej imprezie, ale czujesz, jak teraz wyrzuty sumienia zaczynają Ciebie zżerać. Już wiesz, że popełniłaś błąd. Wszystko zmarnowane, więc chcąc zagłuszyć ten cholerny wewnętrzny głos, zjadasz jeszcze kilka pyszności, za którymi tak tęskniłaś w ostatnich miesiącach. A miało być tak pięknie.

Zaczynasz sądzić, że po prostu nie nadajesz się do bycia na diecie, bo nie masz silnej woli, jesteś beznadziejnym przypadkiem, zresztą ktoś musi być gruby. I to z pewnością jesteś Ty.

Prawda jest taka, że jesteś ok, nic z Tobą nie jest nie tak, popełniłaś sporo błędów po drodze, to normalne, w końcu trafiasz na profil Instagramowy @psycholog_na_diecie i oczy Ci się otwierają na ten skomplikowany dietetyczny świat :D.

Dowiadujesz się m.in, że Twoja dieta musi być przede wszystkim zgodna z Tobą (jesz 4 posiłki, a nie pięć), że musisz słuchać własnej intuicji (wolisz makrelę od tuńczyka), być dla siebie dobrą (nie zmuszasz się do zjedzenia śniadania godzinę po obudzeniu, tylko wtedy, kiedy poczujesz się głodna) i życzliwą (nie ważysz się obsesyjnie co posiłek, szanujesz swoje ciało), ćwiczyć z miłości do swojego ciała, a nie z nienawiści do niego. Zaufać sobie na nowo. Nie opierać odchudzania na silnej woli, która jest jednym wielkim mitem. Pozwalać sobie na zbilansowane podejście, w zdrowej diecie jest miejsce na wszystkie produkty, nawet te „zakazane”.

Żeby to wszystko urzeczywistnić, musisz przede wszystkim uwierzyć, że jesteś WAŻNA. Musisz zacząć słuchać swoich potrzeb. Poświęcić sobie czas. Zła wiadomość jest taka, że magiczna dieta nie istnieje i że nie ma dróg na skróty. Dobra wiadomość jest taka, że ta długa droga będzie piękna i dojdziesz w najważniejsze miejsce. Do siebie samej.

Psychodietetyka-Psychoterapia

Sekret skutecznego odchudzania. Zasada 80/20

Poniedziałek. Dzień pierwszy. Jestem na diecie. Śniadanie oczywiście białkowo-tłuszczowe. Na drugie koktajl z jarmużem, na obiad warzywa na parze oczywiście, z rybą do pary. Trzy kawałki czekolady wpadły przed kolacją. To koniec. Jestem słaba, nie mam silnej woli. Wszystko zmarnowane. Koniec diety i marzeń o szczupłej sylwetce, więc właściwie mogę zjeść czekoladę do końca. Jutro najwyżej zacisnę pasa. Brzmi znajomo?

A może od poniedziałku do piątku czysta micha 100%, udaje Ci się opierać kuszącym przekąskom, ale w weekend za dużo wolnego czasu, chwila nieuwagi, kilka piwek ze znajomymi i nawet nie wiesz kiedy zjadłaś całą  pizzę i zapiłaś litrową colą. Odchudzanie bywa dla wielu osób próbą wstrzymywania oddechu, jednak w pewnym momencie trzeba wciągnąć powietrze. Ciągłe opieranie się zakazanym owocom bywa męczące. Im bardziej sobie czegoś zakazujemy, tym bardziej nam się tego chce. (Nie myślę o tych ciastach w szafce, wcale nie myślę o tych pysznych ciasteczkach z kawałkami czekolady, takie pachnące i chrupiące… no kurde wciąż o nich myślę i nie przestanę, póki nie zjem wszystkich!). Diety są stresujące, a stres tym bardziej może nasilać ochotę na coś słodkiego. Silna wola jest jak mięsień, ale nie w tym sensie, że odmawiając sobie czegoś, on się trenuje i wzmacnia. To bardziej trzymanie się drążka nad przepaścią słodyczy, ale nie da się go trzymać bez końca, mięsień się w końcu zmęczy i puszczasz! Spadasz wprost w ramiona cukru.

Jillian Michaels, znana amerykańska trenerka personalna, jako jedna z pierwszych zaczęła zwracać uwagę na zdroworozsądkowe podejście do diety, w której poza czystą michą” jest też miejsce na przyjemności i mniej zdrowe przekąski. Swą metodę nazwała 80/20. Mimo, że podkreśla znaczenie jakości jedzenia, które wybieramy (odradza spożywanie wysoko przetworzonej żywności) to jej złota zasada 80/20 mówi, że 80% dostarczanych dziennie kalorii to zdrowa żywność, to 20% mogą stanowić przysmaki lub tzw. niezdrowe przekąski (wino, słodycze, fast food).

Z psychologicznego punktu widzenia, takie zrównoważone podejście może się sprawdzić u bardzo wielu osób, które próbują się odchudzać, a szczególnie dla tych, które:

  • podejmowały wiele prób odchudzania i nie udawało im się jeść zdrowo przez większość czasu, a waga w zasadzie tylko rosła
  • przeplatają epizody super zdrowego odżywiania z epizodami objadania się niezdrową żywnością i nie potrafią nad tym zapanować
  • boją

 ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O zupełnie innym podejściu do odchudzania

W tym tekście chciałabym cię zachęcić, abyś spojrzała na siebie nieco łaskawszym okiem. Głęboko wierzę, że tylko wtedy, gdy obdarzysz siebie większą wyrozumiałością uda ci się schudnąć i utrzymać efekty na dłużej.

Tkanka tłuszczowa (łac. textus adiposus) – jakże przez kobiety nielubiana – pełni wiele istotnych funkcji w naszym ciele. Między innymi magazynuje substancje odżywcze, ochrania, bierze udział w ważnych procesach metabolicznych oraz w gospodarce hormonalnej (np. u anorektyczek może dojść do zaniku miesiączki z powodu problemów hormonalnych). Nienawidzimy jej a ona jest taka ważna… im bardziej jej nienawidzimy i chcemy się jej pozbyć, tym bardziej ona jednak walczy o to, żeby pozostać i nas chronić.

Dlatego uważam, że dieta oparta na podejściu „nienawidzę tej grubej świni, którą widzę w lustrze“ nie może się udać. Owszem głodząc się i katując swoje ciało ćwiczeniami schudniesz, ale z dużym prawdopodobieństwem nie uda ci się utrzymać efektów na dłużej, albo zaczniesz chorować, albo wciąż będziesz niezadowolona ze swojego wyglądu, w najgorszym przypadku dopadnie cię mieszanka tych trzech problemów.

Fit jest w twojej głowie, to system przekonań na temat siebie, innych osób oraz świata. Pracując nad zmianą myślenia, możesz zmienić siebie. Jestem przekonana, że z odrzucania i nienawiści własnego ciała nic dobrego nie wyniknie. Stworzyłam akcję #jestemdlasiebiedobra właśnie po to, żeby pokazać ci, że odchudzanie nie musi być karą za grzech otyłości. Jestem dla siebie dobra niezależnie od tego ile pokazuje moja waga czy metka na ubraniu. Pracuję nad sobą w duchu samoakceptacji i szacunku do siebie.

Nie odchudzaj się po to, by uzać, że jesteś ważną i wartościową kobietą. Zacznij dostrzegać swoją wartość już teraz. Jesteś WAŻNA i dlatego zasługujesz na zmianę. Bycie dla siebie dobrym nie musi koniecznie oznaczać, że w pełni siebie kochasz i akceptujesz. Bycie dla siebie dobrym to troska, szacunek i uważność na siebie w każdym momencie swojego życia. Dążenie do dobrego zdrowia i samopoczucia w zgodzie ze sobą, a nie przeciwko sobie.

Poniżej przedstawiam sposoby na polubienie siebie, warto je w sobie rozwijać

  1. Samowspółczucie

Samowspółczucie jest po prostu byciem dla siebie dobrym przyjacielem, okazywanie sobie większej życzliwości i zrozumienia. Tak często na diecie samobiczujemy się za złamanie zakazów, za brak konsekwencji i silnej woli. Paradoksalnie takie podejście do siebie tylko pogarsza problem. Wiem, że pojawiają się w obawy, że gdy spuścisz z tonu, poluzujesz przysłowiowe szelki to tylko pogorszysz sprawę, wrócisz do złych nawyków. To nieprawda, badania wskazują, że samokrytycyzm wcale nie wpływa korzystnie na naszą motywację. Jestem dla siebie łagodna, umiem wybaczyć sobie swoje błędy i potknięcia, jak dziecko uczące się chodzić upadam, ale rozumiem, że jest to część procesu. Mam prawo upadać, ale biorę odpowiedzialność za to, żeby wstać i działać dalej. Szczególnie ważne jest to w chwilach gdy załamuje się nasza dieta i plan treningowy. Powtarzaj sobie w głowie „jestem w porządku nawet wtedy gdy zjem coś, czego nie zaplanowałam lub odpuszczę trening“. Negatywne emocje, złość na siebie czy poczucie winy wcale nie są pomocne w tym momencie, wręcz przeciwnie mogą doprowadzić do rezygnacji lub załamania. Bądź dla siebie łagodna i dobra. Obdarz się bezwarunkową akceptacją.

  1. Uważność

Uważność czyli mindfulness to sztuka bycia obecnym tu i teraz, w tej chwili. Praktykowanie uważności ma w sobie niezwykle uzdrawiającą moc. Uważność można praktykować w trakcie jedzenia. Skupiając się na smakach, zapachach, formach, myślach i uczuciach, które towarzyszą posiłkom. Dzięki praktyce uważności tak prosta i oczywista czynność jak jedzenie może stać się początkiem drogi samorozwoju (więcej o uważnym jedzeniu oraz jak rozpocząć praktykę uważności napiszę w odrębnym wpisie). Uważność warto rozwijać od oceny własnego głodu. Usiądź spokojnie i oceń swój głód w skali od 0-10. Jak bardzo jesteś głodny? Bycie uważnym na potrzeby płynące z własnego ciała jest istotnym elementem postrzegania siebie za ważną i wartościową osobę. Czy jestem senna? Czy chce mi się pić? A może muszę pójść do toalety? Na ile dostrzegasz swoje potrzeby na codzień a na ile spychasz je na dalszy plan, bo są inne ważne rzeczy jak np. praca? Bycie dla siebie dobrym to większa uważność na swoje potrzeby.

  1. Intuicja

Skończ z myśleniem, że znajdziesz w końcu dietę cud, której podporządkowanie się przez kilka miesięcy sprawi, że pożegnasz się z otyłością raz na zawsze. Taka dieta NIE ISTNIEJE, drogi na skróty nie ma. To NIE TWOJA WINA, że tego typu „posty warzywno-owocowe“, „diety kapuściane“ „diety 1000kcal“ nie zadziałały. To nie problem twojej SŁABEJ SILNEJ WOLI. Taka dieta po prostu nie może się udać. Nastaw się na szanowanie własnego głodu i sytości. Posłuchaj czego twój organizm potrzebuje. Jeśli potrzebujesz skorzystaj z porady wykwalifikowanego dietetyka klinicznego. Dla mnie pomocna okazała się dieta BeDiet zrozumiała, że mogę jeść całkiem sporo, a regularne posiłki okazały się rozwiązaniem na mój problem z przejadaniem słodkościami. Wróciłam do równowagi, nauczyłam się komponować zdrowe posiłki. Zrozumiała, że dieta nie może być “za karę”.

Dużą przeszkodą na drodze do zdrowej relacji z jedzeniem jest brak pewności siebie. Brak zaufania do siebie i ciągłe obawy, że tobie się nie uda. Nie nastawiaj się negatywnie w swojej głowie. Dlaczego sama stawiasz przed sobą takie bariery? Do czego jest ci to potrzebne? Skończ z krytykowaniem siebie, ocenianiem i porównywaniem– czy wyglądasz lepiej czy gorzej od innych, wyzywaniem siebie od najgorszych. Nie tędy droga.

Jeśli obawiasz się, że zaprzestanie stania nad sobą z batem spowoduje utratę kontroli nad swoją wagą, zastanów się czy to samokrytyczne podejście do siebie faktycznie sprawia, że dobrze się czujesz i wyglądasz?

Jak to zrobić? Przyglądaj się swoim myślom. Przechodzisz koło lustra a w głowie pojawia się myśl „wyglądam jak świnia“. Zauważ tą myśl, przez chwile zastanów się co poczułaś kiedy tak pomyślałaś. Czy odezwałabyś się w ten sposób do przyjaciółki? Nie? A co byś jej powiedziała? Otocz siebie życzliwością, daj sobie dobry komunikat.

  1. Wdzięczność

Zamiast myśleć o tym, za co siebie nie lubisz, zacznij koncentrować się na tym, ile masz powodów do wdzięczności. Jakie to wspaniałe mieć zdrowe ciało. Sprawne nogi, które codziennie niosą cię do pracy czy szkoły. Jakie to szczęście mieć dostęp do różnorodnego jedzenia. Wyrzucasz sobie, że zjadłaś kawałek czekolady? Uciesz się, że stać cię na czekoladę. Na świecie wciąż jest wiele osób, które marzyłyby o takim rarytasie. Bądź wdzięczna za jedzenie, które jest nie tylko paliwem dla twojego ciała. Uciesz się, że wraz z bliskimi możesz wspólnie usiąść przy stole i zjeść posiłek. Doceń tą chwilę. Jedzenie jest pięknym darem, nie pozwól, aby media i kultura sprawiły, że zaczniesz go nienawidzieć. Jedzenie sprawia nam przyjemność i dobrze.

Trening potraktuj jako przywilej, czyż to nie cudowne, że możesz oddychać a w środku bije twoje serce, które pomaga ci zachować sprawność? Każda komórka twojego ciała działa w twoim najlepszym interesie. Spójrz na swoje ramiona nie tylko przez pryzmat ich wyglądu, zamiast łapać tkankę tłuszczową w palce, z niezadowoleniem, pomyśl przez chwilę jakie to wspaniałe mieć sprawne ręce, ile dzięki nim możesz wykonywać czynności, tulić swoje dziecko albo chłopaka. Obejmij się czasem i przytul. Bądź wdzięczna.

Literatura;

  1. “Zaakceptuj siebie. O sile samowspółczucia” Malwina Huńczak.
  2. “Self-compassion diet” J. Fain
  3. “Uważność w jedzeniu” Jan Chozen Bays
  4. “Jem intuicyjnie”

 ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O bieganiu z dzieckiem w wózku okiem mamy psycholożki

Już dwa miesiące minęły odkąd zaprosiłam moją 11-miesięczną wówczas córeczkę do wspólnych biegów. Podzielę się z wami swoimi doświadczeniami, ale bardziej z punktu widzenia mamy i psychologa niż profesjonalnej biegaczki. W poniższym tekście postaram się pokazać jak zbawienne dla naszych emocji może być wspólne bieganie.

Psychologia biegania z wózkiem:

Wyjście ze strefy komfortu i to z dzieckiem!

Bieganie daje moc, ale uwaga – przechodnie i kierowcy będą na ciebie patrzeć – biegając bez wózka narażasz się na ekspozycję społeczną, a co dopiero z wózkiem. Z moich doświadczeń biegowych raczej nikt, nic nie mówi. Raz jedna pani wykrzyknęła „brawo mama! jak super, biegająca mama! swietnie!“ czasem ktoś się uśmiechnie i tyle. Dla własnego zdrowia psychicznego nie baw się w jasnowidza i nie wymyślaj sobie, co ludzie o tobie myślą. Czytanie w myślach innych to dość powszechny błąd poznawczy. Bądź tego świadoma. Ostatecznie jakie to ma znaczenie co ktoś o tobie pomyśli. Ludzie tak naprawdę nie wiedzą co mają myśleć na swój temat (trust me I’m psychologist), a co dopiero o innych ludziach. Trening czyni mistrza, nie tylko dosłownie twoja kondycja się poprawi, ale również umiejętność wychodzenia do ludzi, poza strefę komfortu, bez lęku. Piszę o tym dlatego, że wiem jak wiele osób rezygnuje z takiej właśnie aktywności jak bieganie, czy siłownia z obawy co pomyślą inni. Z czasem to przestaje mieć tak duże znaczenie. Lęk maleje.

Uwaga lękowe mamy, bojące się wychodzić do ludzi z dziećmi, niepewne siebie. Bieganie z wózkiem to coś dla was! Uważam, że taka forma wspólnej aktywności mamy i dziecka zwiększa poczucie pewności siebie oraz poczucie bycia kompetentną i zaradną mamą, sprawia, że różne nowe sytuacje z dzieckiem, z którymi przychodzi się mierzyć, są dużo łatwiejsze do przejścia.

Nie cel, a droga – biegowe mindfulness

Wychodząc na bieganie z wózkiem, nie zakładam, że zrealizuję plan na 100%. „Albo przebiegnę 5 km w takim i takim tempie, albo trening beznadziejny”, nie popadam w obniżony nastrój z tego powodu. Liczy się przede wszystkim ta mała istotka, radośnie machająca nóżkami przede mną, oraz jej potrzeby. Moje cele i potrzeby realizuję przy okazji, w takim stopniu, w jakim pozwoli córka. Cały czas ją obserwuję, nie noszę słuchawek, nie zerkam na telefon. Tylko my i otoczenie, pełna koncentracja – tu i teraz. Jeśli coś jej nie pasuje – zatrzymuję się, sprawdzam o co chodzi. Biegniemy dalej lub tylko spacerujemy i rozmawiamy, opisuję jej świat. Jeśli ona nie ma ochoty na siedzenie w wózku, nie zmuszam jej do tego. Rezygnujemy z biegania. Zazwyczaj biegam „na lekko“ nie biorę ze sobą zbędnych rzeczy, typu jedzenie, pampersy, dużo zabawek i ubranek na zmianę. Biegam w okolicy, z każdego punktu mam do domu najdalej 15 minut. Czerpiemy przyjemność z samej drogi, a nie z celu. Czasem staniemy napić się wody, rzucić kamyk do rzeczki, zerwać kwiatek czy popatrzeć jak kaczki pływają po stawie. Znika smutek!

Poczuj supermoc i się odpręż!

Biegając z własną pociechą w wózku obudzi się w tobie poczucie bycia super mamą, która potrafi osiągnąć naprawdę dużo. Dziecko jest przy tobie, bezpieczne i zadowolone z wycieczki, a ty robisz przy okazji coś bardzo ważnego dla siebie.  Bieganie jest (przynajmniej dla mnie) najlepszą formą treningu typu cardio. Przyznam, że ćwicząc w domu mam tendencję do „oszczędzania się“. Przy bieganiu moje tętno jest dużo wyższe, zazwyczaj w okolicach 3-4 strefy. Taki trening pozwala przyspieszyć spalanie pociążowych kilogramów oraz dodaje siły. Zapewnia nie tylko efektywny trening cardio, ale też niezły zastrzyk energii. Idealne rozwiązanie na „gorszy dzień“, polecam mamom, które mają tendencje do rozładowywania swojej złości i frustracji na bliskich, lepiej zostawcie ją po drodze. Trening biegowy z wózkiem (w moim wypadku 22 kg bagażu) zwiększa wytrzymałość, nie tylko mięśni ale i psychiki. Jesteś bardziej wyluzowana, złość i irytacja znikają, pozostaje satysfakcja!

Nigdy nie mów nigdy

Nie dam kondycyjnie rady. Kupię i będzie leżał. W życiu nie podołam. Nigdy nie będę z nim biegać. Jestem za słaba. Znajome? Nigdy nie mów nigdy. Przy wyborze wózka dla małej nawet nie rozważałam zakupu wózka do biegania. Szczerze mówiąc, nawet by mi wtedy do głowy nie przyszło, że polubię bieganie, a co dopiero bieganie z małym dzieckiem! Wybrałam X-landera X-run dopiero jako drugi wózek, gdyż jest bardzo uniwersalny. Nadaje się do biegania, ale sprawdza się też jako całkiem kompaktowa i zwrotna spacerówka. Dodatkowo ma opcję zamontowania gondoli (ale nie w celu biegania z nią! Biegać z tym wózkiem można z samodzielnie i stabilnie siedzącym dzieckiem)  więc posłuży już od pierwszych dni życia maleństwa. Kupowałam go z duszą na ramieniu, nie byłam pewna czy spodoba nam się wspólne bieganie. Nie od razu przebiegłam dłuższą trasę. Zaczęłam od biegania bez wózka, potem z mężem, aż po marszobiegi z wózkiem. I czasem z mężem i wózkiem. Nie uważam biegania z wózkiem za jakieś szczególnie trudne technicznie zadanie, kwestia nabycia wprawy i znalezienia wygodnej dla siebie pozycji (ogólna zasada to pchanie wózka trochę jedną a potem drugą ręką, bieganie za nim lub tuż obok). Dużo zależy od trasy, twojego nastawienia, humoru dziecka oraz stopnia waszego zmęczenia. Pobiegaj trochę z wózkiem, a później bez… wow! jaka kondycja. Witajcie samozadowolenie i radość.

Plusy i minusy wózka X-lander X-Run

Zacznę od plusów

bardzo zwrotny a jednocześnie stabilny, bez problemu daje się prowadzić jedną ręką

pięciopunktowy pas bezpieczeństwa – must have.

trzy hamulce (w tym ręczny)

solidne wykonanie i piękne kolory (mam berry red z poprzedniej kolekcji)

moskitiera chowana w podnóżku – super patent, zwłaszcza w lesie (chyba, że biegając masz na celu dokarmić dziecko białkiem owadów 😉 )

niska cena i dobry serwis (tak słyszałam, nie miałam okazji jeszcze tego przetestować)

kompaktowy, a wypinanie tylnych kółek banalne

sporo miejsca na drobiazgi w schowku za oparciem jak i w koszu

nowoczesny wygląd, odbiega nieco od innych wózków biegowych, wózek wygląda dobrze na zakupach w markecie, spacerze czy biegu po lesie

lekki – niecałe 12 kg

Minusy:

zapięcie pasów nieco archaiczne i nieraz z nim walczę

metalowy mechanizm składania budki odstaje, niezabezpieczony miękkim materiałem i zdarzyło się, że jeżdżąc po nierównym terenie mała uderzyła w to głową (przyznaje, że to poważny minus, żeby temu zaradzić muszę opuszczać ją do pozycji półleżącej)

przednie kółko wymaga dość precyzyjnego montażu ( żeby wózek nie skręcał na bok) co w początkowej fazie używania może być trudne. Ja go po prostu nie wypinam, mieści się w bagażniku naszego auta na szczęście

nieporęczny mechanizm składania wózka (coś na zasadzie strzykawki, trzeba dociągnąć z obu stron i dodatkowo z prawej strony obrócić w bok – kto to wymyślił ;D w moim ciężko to chodzi)

kolory w nowej kolekcji piękne (głównie beże, czarny i granat) aczkolwiek niepraktyczne i jak na mój gust nudne

Podsumowując, zamiast stresować się, że nie masz czasu na trening możesz spróbować – tak jak ja – połączyć przyjemne z pożytecznym. Macierzyństwo to maraton sam w sobie – fakt. Ja  Walka ze zmęczeniem i życie w ciągłym biegu. Ja wychodzę z założenia, że do maratonu dobrze jest trenować, wtedy kondycja lepsza – psychiczna również.

Biegające mamy z wózkiem to wciąż niecodzienny widok na ulicach, bo lecące (na autobus na przykład) z wózkiem lub goniące – za rowerkiem – to już częstszy widok. Dla mnie taka forma aktywności fizycznej okazała się zbawieniem, zwłaszcza teraz, gdy po powrocie do pracy nie mam już tyle czasu na treningi w domu. Wracam, ładuję małą do wózka i w drogę! Choć czasem droga jest bez końca i pozornie bez znaczenia, mniemam, że mam powody by drogi swej nie zmieniać.

 

 

 

 

 

 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O powszechnej dyskryminacji osób otyłych

W Polsce na nadwagę i otyłość choruje łącznie około 70% społeczeństwa. W maju będziemy obchodzić Dzień Walki z Otyłością. Jak narazie w tej walce z nadmierną tkanką tłuszczową przegrywamy 0:1. Może dlatego, że zamiast walczyć powinniśmy ją leczyć?

Nikt nie dyskryminuje osoby chorującej na zapalenie płuc z powodu jej kaszlu, ale osobie cierpiącej z powodu otyłości obrywa się za objawy – nadmierną tkankę tłuszczową. Obrywa się od bliskich, dalszych oraz specjalistów służby zdrowia.

Czy wiecie co to jest weightism? Jest to dyskryminacja osób ze względu na nadwagę i otyłość. Na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich czytamy, że jeżeli jakaś osoba jest gorzej traktowana ze względu na chorobę (otyłość jest chorobą- patrz Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10, rozpoznanie E66) to mamy do czynienia z dyskryminacją. Z dyskryminacją mamy również do czynienia gdy nadmierna waga powodując niepełnosprawność danej osoby, staje się powodem do tworzenia onieśmielającej, wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery. Osoby otyłe są dyskryminowane, gdyż w społeczeństwie funkcjonują pewne mity na temat otyłości. Na przykład, że wynika ona z lenistwa, braku silnej woli, niechlujstwa. Osoby otyłe są postrzegane jako te, które ciągle tylko myślą o jedzeniu, są zaniedbane i same sobie winne, że tak wyglądają.

Dr hab. Mariusz Wyleżoł, chirurg i członek Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością podkreśla, że osoby cierpiące z powodu otyłości nie są winne swojej chorobie. Otyłość jest jedną najgroźniejszych i najbardziej skomplikowanych chorób cywilizacyjnych. W dużej mierze za chorobę odpowiadają zaburzenia hormonalne np. poziomu greliny, która produkowana w nadmiarze wysyła sygnał do mózgu, przez co chory wciąż odczuwa głód i nie może powstrzymać się od jedzenia. Przyczyny powodujące zakłócenia pracy greliny są wciąż badane, Choroba jest nam jeszcze mało znana.

Upokarzają nie tylko bliscy, chociaż i takich historii w gabinecie słyszałam dziesiątki: „Zrób coś ze sobą“. „Nie taką cię brałem“. „Spójrz tylko na siebie“. „Nie żryj tyle“. Dyskryminujące komunikaty padają też niestety z ust profesjonalistów, którzy powinni posiadać wiedzę i narzędzia, aby osobom chorym pomagać. Są lekarze (nie wszyscy oczywiście), dla których pacjenci z nadwagą to obiekt żartów, docinek, komentarzy pełnych braku szacunku, wypowiadanych niejednokrotnie w obecności wielu innych osób. Wzbudzanie w pacjencie poczucia wstydu, winy, czy wręcz rozpaczy poprzez takie upokarzanie nie wnosi niczego konstruktywnego w procesie leczenia. Wręcz przeciwnie. Podobnie przyznanie, że otyłość jest chorobą nie spowoduje, że pacjent spocznie na laurach i umyje ręce od odpowiedzialności za swój stan, ale może wpłynąć pozytywnie za podjęcie odpowiedzialności za wychodzenie z choroby, lepsze jej rozumienie.

Na dowód tego przytoczę kilka fragmentów wiadomości, które ostatnio otrzymałam w związku z tą sprawą. Oto przykłady złego traktowania osób z nadwagą lub otyłych przez lekarzy wraz z konsekwencjami jakie za sobą niosą.

Wobec dzieci: „Jako dziecko cierpiałam na alergię. Rodzice wozili mnie od jednego lekarza do drugiego. Syropy, tabletki i sterydy… nic nie pomagało. Sterydy – wiadomo zwiększony apetyt, opuchlizna. (…) Wiele razy w tym czasie usłyszałam jak różni lekarze mówili do mnie i do mojej mamy: „No i jak można było tak upaść dziecko? To pani nie wie, że dzieci nie powinny spożywać tyle słodyczy??“ Ja to wszystko słyszałam i już kodowałam w głowie, że jestem ‚upasiona‘ i gruba. (…) Niestety trwało to latami i w wieku 15 lat zaczęłam mieć poważne problemy z zaburzeniami odżywiania. To wszystko się zaczęło od tych głupich komentarzy niekompetentnych lekarzy“.

Wobec kobiet w ciąży: „Przypomniał mi się mój poród i komenatrze lekarzy, a zwłaszcza jednej lekarki, która stwierdziła, że po cc trzeba mnie będzie dźwigiem przenieść ze stołu na łóżko, bo czterech lekarzy nie da rady. Chciałam o tym zapomnieć, nikt o tym nie wie, to było okropne.“

„Lekarz odmówił badania i bardzo mnie upokorzył, po tych słowach czułam się jeszcze gorzej i jeszcze więcej jadłam“.

Wobec nastolatki: „Takie słowa usłyszałam od lekarki w szpitału, przy wszystkich. Nigdy tego nie zapomnę, to wtedy przestałam zupełnie jeść“.

Wobec dorosłej kobiety: „Przez ciągłe docinki na temat mojej wagi u lekarza, przestałam tam w końcu chodzić i się badać“ .

Drogi lekarzu, jeżeli to czytasz, mam do ciebie ogromną prośbę. Jeśli jeszcze raz ślina przyniesie ci na język takie słowa wobec pacjenta, a otworzysz już usta to lepiej zamiast ich wypowiadać, ziewnij. Dobrze wiesz, że relacja z pacjentem jest nierówna. Ty masz przewagę, pacjent jest bezbronny, nieraz zbyt słaby by się odezwać, obnażony przed tobą, schorowany. To wcale jednak nie oznacza, że te słowa go nie bolą. Bolą bardzo i mają wpływ na dalsze życie. Ty sobie ulżyłeś, wyrzuciłeś to z siebie, a twój pacjent będzie to w sobie nosił na zawsze. Wiem, że też czujesz się bezsilny wobec choroby jaką jest otyłość, ale nie musi tak być. Jest wiele sposobów jak wesprzeć pacjenta w takiej sytuacji, warto poszukiwać informacji oraz zweryfikować własne przekonania na temat otyłości.

To, że osoby otyłe czasem żartują same z siebie, nie oznacza, że my też mamy do tego prawo. Często te żarty i pozorna akceptacja swojego wyglądu są tylko na pokaz. Są tarczą, za którą chowa się prawdziwe nieszczęście i bezradność. Jeszcze raz podkreślę, że otyłość jest chorobą, nie obwiniaj siebie ani drugiej osoby za otyłość! Zasługujesz na wsparcie. Tak, „grubego“ należy wspierać. Nie obrażać, poniżać, żartować czy wytykać palcami. Chorym ludziom należy się wsparcie, pomoc i opieka medyczna. Czasy zaszokowania kogoś szczerym do bólu komunikatem w celu zmotywowania do zmiany już dawno minęły. Od konfrontacyjnego podejścia odchodzi się też w motywowaniu do podjęcia leczenia w przypadku chociażby uzależnień. Grożenie, straszenie i inne tego typu metody okazują się bezskuteczne i pogłębiają tylko problem, sprawiają wycofanie i zamknięcie się osoby dotkniętej tą chorobą.

Czego nie mówić a co mówić osobie z nadwagą i otyłej

Nie mów „ale jesteś gruba, przybrało ci się, jest ciebie więcej, jak ty wyglądasz“ itp. zapewniam cię, że większość osób otyłych o tym doskonale wie, powtarzają to sobie same w głowie. Widzą to za każdym razem gdy patrzą w lustro. Jeżeli uważasz, że osoba otyła tego jednak nie widzi, a otyłość zagraża jej życiu lub zdrowiu, zareaguj, porozmawiaj z nią. Nie mów „powinnaś coś ze sobą zrobić, weź się za siebie wreszcie“. O tym osoba otyła też wie. I zapewniam cię, że odkąd ma świadomość, że jest gruba to non stop próbuje coś z tym zrobić, ale nie jest to takie proste, bo gdyby było, to 70% społeczeństwa nie zmagało by się z nadwagą i otyłością. Często próby „walki“ z nadwagą kończą się efektem jojo i zwiększeniem masy ciała lub prowadzą do rozwoju zaburzeń odżywiania. W jaki sposób można wesprzeć bliską osobę z nadwagą lub otyłością. „Jesteś dla mnie ważna, zależy mi na Tobie“ „Jak się z tym czujesz?“ „Co jest dla ciebie trudne?“ „Czy mogę ci w czymś pomóc?“ „Dowiedzmy się więcej na temat choroby. Jestem z Tobą“ “ Martwię się, boję się, że mogę cię stracić“. „Pomogę ci w leczeniu“ „Jesteśmy w tym razem“ . Nie bój się okazać partnerowi wsparcia i akceptacji, nie pogłębisz w ten sposób problemu. Jesteście razem na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Szukajcie razem informacji i wsparcia specjalistów, którzy znają temat. Nie wykorzystuj otyłości partnera jako sposobu na wywyższanie się. Nie oczekuj też, że partner odrazu zapali się do zmiany, to jest proces, daj jej czas na przemyślenie.  Gdyby Twój parter/partnerka chorowała na przykład na cukrzyce, zapewne wiedziałbyś jakie są zalecenia i wytyczne, poszukalibyście wspólnie specjalisty, wprowadzili zmiany w swoim życiu. Podobnie należy postępować z otyłością.

Drogi lekarzu, wsparcie dla pacjenta chorującego na otyłość, to przede wszystkim wsparcie informacyjne na temat przyczyn choroby, czynników destabilizujących prace hormonów głodu/sytości oraz miejsc, gdzie pacjent może uzyskać pomoc. W celu motywacji do zmiany można posłużyć się aktualnymi wynikami badań pacjenta. Odwołać się do wartości pacjenta (zdrowia, rodziny), z szacunkiem i zrozumieniem. Lekarz powinien wiedzieć gdzie pacjenta może skierować w celu uzyskania dalszej pomocy. Zamiast na komentowaniu aktualnego stanu, warto skupić się na podaniu pacjentowi menu opcji, z których może skorzystać, aby rozpocząć proces leczenia ( dietetycy kliniczni, psychodietetycy, kluby fitness, kliniki leczenia otyłości).Komunikat “przydałoby się schudnąć” to za mało.

Na koniec dodam, że dyskryminacja ze względu na otyłość nie jest bezpośrednio wymieniona w ustawie, ale: „Należy pamiętać, że zgodnie z Konstytucją wszyscy są wobec prawa równi i nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny – jeżeli więc określona osoba jest gorzej traktowana ze względu na swoją cechę osobistą inną niż wymienione w ustawie, również mamy do czynienia z dyskryminacją.“ (www.rpo.gov.pl) Bezzasadna odmowa wykonania usługi (np. badania lekarskiego) zgodnie z Konstytucją, jest karana.

 

Materiały źródłowe:

 

  1. Miller W., Rollnick S., Dialog Motywujący. Jak pomóc ludziom w zmianie. Kraków 2014
  2. Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób ICD-10
  3. Fundacja Osób Chorych na Otyłość OD-WAGA
  4. Polskie Towarzystwo Dietetyki
  5. Rzecznik Praw Obywatelskich

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O tym, co ma wspólnego nasz stosunek do jedzenia z ważnymi relacjami w życiu

Nasza relacja z jedzeniem jest nie tylko związana z posiadaniem silnej woli lub samodyscypliną. Powiem więcej, jest w bardzo niewielkim stopniu związana z wyżej wymienionymi umiejętnościami. Jest czymś dużo więcej, gdyż w niej znajdują odzwierciedlenie inne ważne relacje z naszego życia. To, jaki mamy stosunek do jedzenia i własnego ciała jest w dużej mierze wynikiem przekazu otrzymywanego od najmłodszych lat.

Zacznijmy od początku. Kobieta, karmiąc swoje niemowlę, poza zaspokojeniem jego głodu fizjologicznego, zaspokaja też potrzebę ciepła, miłości i bezpieczeństwa. Słodkawy smak mleka matki jest już jednym z pierwszych pozytywnych skojarzeń związanych z jedzeniem. Dla wielu dorosłych pokarm staje się sposobem na zaspokajanie wielu innych potrzeb w życiu, poza głodem fizjologicznym. Nie twierdze, że to źle. Nie ma nic złego w czerpaniu przyjemności z jedzenia – tzw. comfort food, czyli pokarmy, których smak kojarzy nam się właśnie z ukojeniem (nierzadko o słodkim smaku, ale nie tylko). Z jednej strony jest to normalne, gdyż natura tak to sobie wymyśliła, że jedzenie ma nam sprawiać dużą przyjemność. Z drugiej jednak strony, jeżeli jest to jedyny sposób radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami, może prowadzić do nadwagi czy otyłości, a co za tym idzie do wielu chorób z nią związanych.

Istotną rolę w kształtowaniu zdrowej relacji z jedzeniem u dziecka, odgrywają oczywiście rodzice. Dziecko rodzi się ze zdolnością odbierania i rozumienia swych wewnętrznych sygnałów głodu i sytości. Najważniejszą rolą rodziców jest pozwolenie dzieciom na jedzenie i zakończenie posiłku w odpowiedzi na te sygnały. Dzięki temu dziecko ma szansę na wykształcenie w sobie intuicyjnego typu jedzenia, o którym pisałam TUTAJ. Jest to najbardziej naturalna zdolność do odżywiania się i gwarancja utrzymania wagi w przedziale zdrowej normy (u osób nie cierpiących na inne choroby somatyczne).

Niestety dla wielu rodziców to zadanie jest bardzo trudne do wykonania. Zwłaszcza dla tych, którzy sami nie posiadali odpowiednich wzorców w swoim domu. Obawy, że dziecko jest głodne, są bardzo powszechne. Nie każdy płacz dziecka oznacza jednak głód, jest też kilka innych potrzeb do zaspokojenia, ale żeby rodzic to rozumiał, musi sam mieć kontakt ze swoimi potrzebami.

Od najmłodszych lat dzieci są uczone, że ich intuicja się myli. Na przykład poprzez zmuszanie ich do zjedzenia wszystkiego co jest na talerzu (bo nie wolno marnować jedzenia, bo mamusi będzie przykro, jak nie zjesz, bo nie będzie deserku, bo będziesz głodny, bo już nic dzisiaj nie dostaniesz). Manipulacje dzieckiem i inne tego typu zabiegi służą tak naprawdę zaspokojeniu potrzeb zalęknionych rodziców, a nie dzieci. Według aktualnych wytycznych rodzic decyduje, co podaje dziecku, ale to dziecko decyduje, ile zjada. Jeżeli jako rodzic masz jakiekolwiek wątpliwości co do apetytu u twojego dziecka, idź do lekarza! Przekarmianie dzieci lub ich niedokarmianie może prowadzić do zaburzenia odczuwania głodu fizjologicznego.

Oprócz rodziców duży wpływ mają też dziadkowie, którzy pamiętając „chude lata” i puste półki w sklepach, mają przekonanie, że

 ... 

Psychodietetyka-Psychoterapia

O błędnych przekonaniach na temat odchudzania

Niektóre przekonania związane z odchudzaniem, są jak przeszkody na drodze. Mogą utrudniać, uniemożliwiać lub zniechęcać do gubienia nadprogramowych kilogramów. Z rozmów, z różnymi osobami, często dowiaduję się, że są wyjątkowo trudnym przypadkiem, bo całe życie się odchudzają i im się nie udaje. Oczywiście przyczyn związanych z problemami z odchudzaniem jest bardzo dużo (np. poważne problemy ze zdrowiem), mnie jako psychologa szczególnie zainteresowały błędy myślenia, jakie ludzie popełniają. Być może przeczytanie tego tekstu sprawi, że odkryjesz swoje przeszkody, usuniesz je i wreszcie uda Ci się schudnąć

  1. Schudnąć można tylko dzięki specjalnej diecie (np. bezglutenowej, wegetariańskiej, koktajlowej, sokowej, wysokobiałkowej itd. itd.)

To nie Ty masz się dostosowywać do diety, to ona ma być dopasowana do Ciebie, Twoich potrzeb, preferencji oraz stylu życia. Wyobraź sobie, że dieta nigdy się nie kończy, czy byłabyś w stanie ją kontynuować w takim kształcie, jaki ma teraz? Znaczenie słowa dieta wywodzi się od stylu życia. Jeżeli jesteś osobą zdrową, to nie musisz sobie narzucać restrykcji pokarmowych, ogromnych ograniczeń i wykluczeń. Racjonalne myślenie o jedzeniu i odpowiednie porcje wystarczą, aby uzyskać zdrową sylwetkę i dobrze się poczuć. Jak zjesz 3 razy dziennie, a nie 5 to też nic się nie stanie (sprawdziłam na sobie). Sekret leży w tym, aby się nie głodzić, nie przejadać i nie podjadać oraz nie używać jedzenia w innym celu niż zaspokojenie głodu fizjologicznego (czyli np. jako sposobu redukcji napięcia).

  1. Produkty dietetyczne są za drogie, więc nie będę ich kupować, więc nie schudnę

To ich nie kupuj, są absolutnie zbędne w procesie odchudzania. Lokalne, sezonowe i podstawowe produkty, dostępne w sklepach albo na bazarku to bardzo dobre i wystarczające rozwiązanie. Kuchnia polska jest pełna „superfoods” kiszona kapusta i ogórki, maliny, jagody w sezonie (którymi można wypełnić zamrażarkę), jabłka, jajka. Same zdrowe pyszności. Oczywiście, że przemysł żywieniowy chciałby, abyśmy kupowali więcej i więcej. Ciągle ktoś będzie próbował nas nakręcić, że nowy produkt jest nam absolutnie i niezbędnie potrzebny. Siedząc jednak w dietetycznym świecie od jakiegoś czasu, zauważyłam, że moda się zmienia. Okazuje się, że można sobie poradzić bez tych wszystkich udziwnień, niektóre z nich są szkodliwe (płatki fitness, jogurty bez tłuszczu i inne wynalazki).

  1. Odchudzanie jest za trudne

A bycie osobą otyłą jest łatwe? To tylko nieracjonalne przekonanie, które jest w Twojej głowie. Możesz zgubić zbędne kilogramy i poczuć się ze sobą dobrze już od pierwszego dnia. Podjęcie decyzji o zmianie stylu życia bywa bardzo uwalniające, daje poczucie, że możesz dużo zmienić i na wiele masz wpływ. Nie ma też potrzeby wybiegania myślami za bardzo na przód – jak sobie poradzę za miesiąc, dwa, po powrocie do pracy, na wakacjach. Warto wrócić myślami do tu i teraz, zastanowić się co mogę zrobić dla siebie dziś, co przybliży mnie do celu. To, że coś jest dla Ciebie nowe i nieznane nie oznacza, że będzie za trudne.

  1. Nie

 ...